Lampa czy tranzystor?

Na fali wciąż trwającej mody na układy elektroniczne systemów dźwiękowych opartych na "lampach elektronowych" rozrasta się do niebotycznych wręcz rozmiarów dylemat wyboru niezliczonej rzeszy melomanów zainteresowanych dobrym sprzętem audio. Co wybrać - wzmacniacz lampowy czy może tranzystorowy?

Pominiemy kwestię gustu, opierając się wyłącznie o prawidła nauki albowiem, jeśli o gustach nie powinno się dyskutować, to już o prawidłach - jak najbardziej... Układy lampowe w sprzęcie audio niewątpliwie przeżywają renesans i wcale nic nie zapowiada schyłku tego powrotu do dawnej i wydawałoby się "bliskiej śmierci" technologii. Dlaczego? Dlatego, że uznani producenci zainwestowali niemałe pieniądze w utrwalenie stereotypu, którego głównym przesłaniem jest stwierdzenie, że układy lampowe wzmacniaczy, przedwzmacniaczy i stopni wyjściowych źródeł sygnałowych brzmią "lepiej, mniej szkliście, mniej metalicznie"...

Zgodnie z nauką nie jest to do końca poprawne stwierdzenie ponieważ o jakości brzmienia (nie w sferze gustu) decydują pewne dość ścisłe parametry. Pierwszym z nich jest "szybkość przełączania tranzystorów" wyrażona częstotliwością graniczną i im jest ona wyższa, tym szybciej taki tranzystor przełącza. Tranzystor to czynny prądowo/napięciowo czwórnik - elektroniczny przełącznik - to tak najogólniej. Jeśli zatem taki tranzystor potrafi dostatecznie szybko przełączać pomiędzy "0 + i -" przebiegu przemiennie-prądowego, układ zawierający ten tranzystor będzie pracował liniowo w określonym zakresie częstotliwości, wzmacniając dowolne przebiegi w tymże zakresie. Jeśli jego parametry statyczne/dynamiczne są z pewnym zapasem adekwatne do potrzeb wykonywania pracy wzmacniającej stopnia układu audio, urządzenie będzie neutralne dla dźwięku. Zabarwianie nalotem metaliczności, szklistości sygnałów elektrycznych (dźwięku) - to rezultat braku starannego doboru elementów układu, błędów zestrojenia, a najczęściej - sknerstwa księgowych w firmach. Dobry układ tranzystorowy zawsze będzie lepszy od najlepszego układu opartego na lampach elektronowych ponieważ przetwarza sygnały elektryczne ze znacznie większą dynamiką i w znacznie szerszym paśmie częstotliwości, od którego przede wszystkim zależy dokładność przetwarzania tych sygnałów... Należy również stwierdzić, że neutralność dla dźwięku układów opartych na lampach pozostawia wiele do życzenia. Lampy podbarwiają, mówiąc potocznie, co oznacza, że mniej precyzyjna liniowość stopnia wzmocnienia napięciowego przekłada się także na pogorszenie zawartości harmonicznych wzmacniacza. Charakterystyki napięciowo-prądowe lamp też mają na to niemały wpływ. I na koniec - żywotność układów elektronicznych opartych na lampach jest wielokrotnie mniejsza niż tranzystorowych... Pominiemy tu względy oszczędności energii, ekologii itp.

Wzmacniacze / źródła dźwięku oparte na lampach "ładnie brzmią". Podkreślają średnicę pasma... Melomani lubiący muzykę instrumentalno-wokalną - przepadają z takim brzmieniem. No cóż, rzecz gustu. Jednak gdy przyjdzie im słuchać dużych składów symfonicznych lub dynamicznie nagranych utworów jazzowych czy rockowych, zastanawiają się, czy aby na pewno ich sprzęt poprawnie przetwarza materiał muzyczny (?). Oczywiście są bardzo dobre "lampowce", z którymi nie ma takich problemów, przynajmniej w skali "dobry dźwięk" lecz w skali "bardzo dobry" - problemów będzie już trochę więcej.